W środę przywitała mnie piękna pogoda. Taka piękna, że stwierdziliśmy z Erykiem, iż to dobry dzień by pograć w tenisa. W szkole nieopodal jest kompleks boisk, a na nim kort tenisowy. Zanim się jednak tam udaliśmy, wykonałem telefon by dowiedzieć się czy przypadkiem godzina gry nie kosztuje 80 złotych, jak na innych białostockich kortach.

W słuchawce usłyszałem głos pana, który poinformował mnie, że korty otwarte będą dopiero od 3 kwietnia. Jednak, jak wytłumaczył mi kilka chwil później, gra na nich to nie taka łatwa sprawa. Aby dostać się na upragnione korty trzeba najpierw złożyć podanie do dyrektora szkoły, który po pozytywnym rozpatrzeniu owego podania wysyła je do Rady Miasta do akceptacji. Następnie szkoła podpisuje ze mną umowę na kwotę 20-stu złotych. Potem już chyba tylko kontrasygnata pani ministry Muchy i prezydent Truskolaski przyjdzie obejrzeć mój godzinny mecz. No dobra, ostatnie zdanie aktualne jest tylko wtedy gdy zamierzam grać w deblu.

Paranoja. Aby pograć godzinę w tenisa muszę albo wyłożyć oszczędności swojego życia i grać na piaszczystych kortach Sahary z Federerem, albo dwa tygodnie latać za członkami Rady Miasta aby ujęli mój mecz w uchwale Rady Miasta. Dokąd zmierza ten kraj? W którym ciężko załatwić cokolwiek normalnie. Kraj, w którym autostrady, których i tak jest niewiele, pękają 2 lata po ich wybudowaniu. Kraj, w którym na pilny zabieg medyczny trzeba czekać 6 miesięcy. Kraj, w którym za kilka lat zbankrutuje system emerytalny, a rząd siedzi i wylicza swoje „osiągnięcia”. Czy takie rzeczy tylko w Polsce?

Na świecie na pewno nie jest lepiej, wszechogarniający hedonizm i pogoń za pieniądzem, marginalizowanie uczuć i duchowej strony życia, konsumpcjonizm, głupota.

Niestety.

« »