Kilka tygodni temu stacja Showtime zaczęła emisję piątego już sezonu Californication. Obejrzawszy wszystkie odcinki poprzednich czterech sezonów usiadłem przed ekran komputera.

W telegraficznym skrócie, w Californication poznajemy Hanka, pisarza, który cierpi nie niemoc twórczą (z czasem przełamaną) po rozstaniu z miłością swojego życia – Karen. Wszystko to dzieje się w magicznym LA, o którym sam bohater mówi:

„I love LA. Love it. I said it, I meant it, I’m here to represent it.”

Nie jest to seria dla każdego, obraz przepełniony jest erotyzmem, nadużywaniem różnorakich substancji, a bohaterowie stawiani są w komicznych sytuacjach. Niemniej nie jest to jednak erotyczna komedia. Na dnie tego wszystkiego widzimy samotnego Hanka, któremu został tylko papieros w dłoni.

Serial pokazuje zagubionego faceta, który w pogoni za miłością swojego życia popełnia mnóstwo gaf i przewinień, które go od tej miłości oddalają. Do tego dochodzą trudne relacje z nastoletnią córką i mamy całkiem poważną historię trudnego życia sławnego pisarza.

Piąty sezon serii coraz mniej obfituje w sceny erotyczne, jednak dostajemy ich wyraźne sugestie. Sceptycznie także podchodziłem do wprowadzenia wątku rapera – Samuraja Apokalipsy, jednak dało to świetne możliwości do rozwoju serialu, co scenarzyści, jak do tej pory, fantastycznie wykorzystują.

Niewątpliwym plusem serialu jest obsada. Duchovny raz na zawsze zerwał z wizerunkiem agenta FBI z archiwum X. Świetnie także dobrana jest muzyka.

Nie powiem, że to serial genialny. Ale konsekwentnie do tego miana dąży. Mam nadzieję, że zakontraktowany sezon szósty utrzyma tendencję rosnącej jakości.

« »