Oglądając zwiastuny, ten film zapowiadał się na prawdziwą komedię zakrapianą dużą ilością rumu z pijackimi przygodami w tle. Dodatkowo wszelkie zapowiedzi hucznie trąbiły obecność Johnny’ego Deppa – najprzystojniejszego boga aktorstwa. Zasiedliśmy więc do seansu.

Jednak teasery mają to do siebie, że często wprowadzają w błąd. Zamiast planowanej komedii dostajemy całkiem poważną historię dziennikarza, który opuszcza głośny Nowy Jork na rzecz uroczej wyspy. Alkohol to raczej tło historii.

Bez zdradzania zbyt wielu szczegółów tym, którzy jeszcze nie widzieli, Paul Kemp – tytułowy bohater – staje przed trudnym wyborem. Poświęcenie dziennikarskich ideałów za pieniądze lub wejście w konflikt z lokalnymi VIPami. Coby historia nabrała rozmachu, wybór bohatera jest oczywisty.

„Między wierszami” dostajemy reportażowy obraz tego, co wtedy w Portoryko się działo, jak się żyło, jakie zmiany zachodziły i jakie mechanizmy rządziły życiem codziennym.

Co do szczegółów technicznych, niesamowitym plusem filmu są zdjęcia i muzyka. Zdjęcia w tak uroczej scenerii nie mogły być gorsze, ale muzyka wprowadza nas w klimat sytuacji perfekcyjnie. Gra Deppa jest na wysokim poziomie, ale raczej nie nazwałbym tego genialną kreacją tego aktora.

Nie powiem, że film jest kiepski, nie powiem, że nie warto go obejrzeć, ale ocena 6.5 na Filmwebie jest w pełni uzasadniona. Dla mnie film nie ma w sobie tego „czegoś”, nie ma polotu i chyba nie obejrzę go po raz drugi.

« »